Niektórzy ludzie gdy dopada ich nuda, wyjeżdżają na biwak za miasto, by w otoczeniu zaśmieconych lasów, komarów i dzikich, zapijaczonych autochtonów, spać na względnie świeżym powietrzu, wpierdzielać kanapki i konserwy z puszki, defekować w krzakach i często też alkoholizować się na całego. Najlepiej nad jeziorem. Jestem w stanie zrozumieć że dla wielu osób jest to atrakcyjna forma spędzania wolnego czasu, bo i sam gdy byłem w stanie, uciekałem z miasta chociaż na kilka godzin w stronę malowniczej i spokojnej leśnej przyrody. Okazuje się jednak że są też ludzie którzy uprawiają biwakowanie w mieście, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało. Wydaje mi się że takich jest zdecydowanie więcej i nie mam tu akurat na myśli bezdomnych. (więcej…)
Archiwum dla kategorii ‘Prywatnie’
A może tak biwak?
piątek, 16 Marzec, 2012O lekach znowu ja…
wtorek, 17 Styczeń, 2012Blisko dwa miesiące temu wkurzałem się tutaj na podwyżkę leków i snułem swoje czarne wizje dotyczące kolejnych przetasowań leków refundowanych, które miały wejść w życie 1 stycznia 2012 roku. Dzień ten nastąpił, nowe listy weszły, media narobiły szumu, a ja z receptą podreptałem do apteki, uprzednio sobie usztywniając kolana żeby się pode mną nie ugięły gdy usłyszę cenę. Nie ugięły, chociaż nie dzięki mojemu patentowi. (więcej…)
Tanie państwo?
poniedziałek, 21 Listopad, 2011Dawno mnie nie było tutaj, bo i dawno nic nie zirytowało mnie tak bardzo żeby o tym wspominać, a jednocześnie na tyle mało żeby nie zgorszyć botów i innych właściwych temu blogowi autochtonów. Żaliblog obrastał więc w kurz, aż tu nagle… BAM! Rząd nasz i administracja postanowili znowu oszczędzać na wszystkim, oprócz nich samych. Podwyżkę benzyny zniosę, bo nie jeżdżę. Podwyżkę akcyzy na alkohol zniosę, bo od dawna nie piję. Akcyzę na tytoń też przeżyję, bom nałóg ogromny. Jednakże tym razem z okazji nadchodzącej z nowym rokiem podwyżki płacy minimalnej, postanowili pogmerać w czymś w czym moim zdaniem nie powinni i obiecują więcej. Podnieśli ceny leków refundowanych, a tego już po prostu nie zdzierżę.
Sądu Ostatecznego dzień trzeci
wtorek, 24 Maj, 2011Ciągle brak zombie i innych nadnaturalnych atrakcji.
Sądu Ostatecznego dzień drugi
poniedziałek, 23 Maj, 2011Obudziłem się. Ze zwykłym bólem biodra wstałem. Zjadłem talerz odsmażonych ziemniaków. Obejrzałem najnowszy odcinek „Doctor Who”. Dokończyłem czytanie „Pomniejszych bóstw”. Bardzo luźno porozmawiałem ze znajomą na skype – twierdzi że też jeszcze nie spotkała żadnego zombie. Wydrukowałem na jutro świeżą porcję rachunków i zjadłem miseczkę lodów z czereśniami.
Dzisiaj podłoga też wibrowała, ale z tych samych przyczyn co wczoraj, więc póki co trzęsień ziemi też brak.
Zjadłem w ramach kolacji kanapki ze szczypiorkiem i zacząłem czytać „Panowie i damy”, w akompaniamencie ścieżki dźwiękowej z „NightSky”. W międzyczasie drobny przeciąg zmusił mnie do zamknięcia okna.
Czyli kolejny dzień minął bez żadnych atrakcji.
Sądu Ostatecznego dzień pierwszy
niedziela, 22 Maj, 2011Obudziłem się. Ze zwykłym bólem biodra wstałem. Dokończyłem oglądanie finału „The Mentalist”. Obejrzałem finał „Supernatural”. Zjadłem trzy banany – nie finalne, bo jeszcze kilka zostało. Póki co mojego domu nie nawiedził wkurwiony Jezus, tylko wkurwiony sąsiad. Zakładam że mesjasz przychodząc ponownie raczej nie przybrałby kształtu dyrektora gimnazjum, chcącego sprawdzić saldo swojego konta, wkurwionego na zakupowy szał małżonki. Na razie też zombie można zaobserwować tylko w newsach TV.
Poza tym skończyłem (ponownie) czytać „Wyprawę czarownic” Terry’ego Pratchett’a i zacząłem „Pomniejsze bóstwa” – w międzyczasie wypiłem też dwa kubki herbaty i zjadłem kanapki z serem. Zjadłem kolejne dwa banany i udzieliłem przez skype absolutnie nieprzydatnej porady w temacie zalanej klawiatury w laptopie.
Zjawisk nadnaturalnych brak.
P.S.
Owszem, wibrowała mi dzisiaj podłoga pod nogami, ale nie było to jedno z zapowiadanych magicznych trzęsień ziemi, tylko lokalny kretyn cierpiący na przerost głośników.
Gorzka słodycz
sobota, 19 Marzec, 2011
Dzisiaj dostałem kopa w jajka. Niby nic nadzwyczajnego przy tym co wypisuję, gdyby nie to że zapłaciłem za niego i jeszcze powiedziałem „dziękuję”. Cukier za 5,40zł! Czy tych ludzi już całkiem popierdoliło? Skąd ta podwyżka? Bo podobno za mało cukru się sprzedaje. No to zajebisty pomysł – za mały zysk z towaru, to trzeba podnieść cenę. Naprawdę genialny.
Ale dlaczego za mało cukru się sprzedaje? Czy popyt zmalał? Nieszczególnie. Większość społeczeństwa mając w perspektywie gorzkość w gębie, poczyni jednak kroki żeby sobie życie i kubeczki smakowe osłodzić. Najlepiej cukrem, bo cukier (jak wszyscy dobrze wiemy) krzepi. Czyli generalnie ludzie bardzo chętnie by kupowali więcej cukru. (więcej…)
Nie mieszczę się!
poniedziałek, 7 Luty, 2011W życiu każdego prawdziwego nołlajfa następuje prędzej czy później pewien konkretny moment. Moment w którym jego osiągnięcia przerastają własne oczekiwania. Moment w którym nołlajf staje się człowiekiem wielkim. Moment w którym (pewnego dnia rano) odkrywa że tak zapasł swoją tłustą, półtoratonową dupę, że zostały mu tylko dwie pary spodni w które się mieści. W moim życiu ten moment nastał dość dawno. (więcej…)
Gryzeldo nadchodzi
wtorek, 1 Czerwiec, 2010
Są takie dni kiedy wkurw łapie mnie maksymalny. Nie taki zwykły, codzienny, ale kalibru “zaraz wyjdę z ekranu jak dziewczynka z The Ring i urwę komuś głowę”. Zdarza mi się to zwłaszcza gdy już drugi dzień zorganizowałem sobie w konkretnym celu, a z czyjegoś niedogadania, czy też niezdecydowania wszystkie idzie się, delikatnie mówiąc, jebać. W takie dni nawet Z̶͙̺͎̦̽Ạ̢̙͔̣̼̩̈ͯ̍̊ͣ̃͌́͘L̘͇ͨ̿͒̅ͅG̸̷͈̼͇̙̝͈̠ͪ͊͒͌̑̈́̔ͧO͓͐ͨ̃͋̈́̔͟ ucieka przede mną zza ściany, a Yog-Sothoth sprawdza czy zamknął zamki. Ostatnio zdarza mi się to coraz częściej – taki skutek uboczny życia w ciągłym bólu. Gdy to piszę, jutrzejszy dzień prezentuje się nawet bardziej chujowo niż dwa ostatnie. Jeśli znowu cały misterny plan pójdzie w pizdu, niech winni lepiej nie włączają monitorów. Będzie krwawo. Niewinnych uprasza się aby nie pojawiali się w moim polu widzenia – z rozpędu oni też mogą dostać. (więcej…)
Gospodarcza polityka prorodzinna
piątek, 4 Wrzesień, 2009Marzy Ci się wolność, samodzielność i brak wrzasków domowników? Chciałbyś zrobić tak jak jest w krajach zachodnich, czyli zaraz po szkole podjąć pracę i wyprowadzić się do własnego (chociażby wynajmowanego) mieszkania? To masz przechlapane. Aktualnie gospodarka naszego kraju dyskryminuje osoby żyjące samotnie. Chociaż “dyskryminuje” to trochę zbyt mało powiedziane: daje im w dupę ile wlezie. (więcej…)
