Sądu Ostatecznego dzień pierwszy

Obudziłem się. Ze zwykłym bólem biodra wstałem. Dokończyłem oglądanie finału „The Mentalist”. Obejrzałem finał „Supernatural”. Zjadłem trzy banany – nie finalne, bo jeszcze kilka zostało. Póki co mojego domu nie nawiedził wkurwiony Jezus, tylko wkurwiony sąsiad. Zakładam że mesjasz przychodząc ponownie raczej nie przybrałby kształtu dyrektora gimnazjum, chcącego sprawdzić saldo swojego konta, wkurwionego na zakupowy szał małżonki. Na razie też zombie można zaobserwować tylko w newsach TV.
Poza tym skończyłem (ponownie) czytać „Wyprawę czarownic” Terry’ego Pratchett’a i zacząłem „Pomniejsze bóstwa” – w międzyczasie wypiłem też dwa kubki herbaty i zjadłem kanapki z serem. Zjadłem kolejne dwa banany i udzieliłem przez skype absolutnie nieprzydatnej porady w temacie zalanej klawiatury w laptopie.

Zjawisk nadnaturalnych brak.

P.S.
Owszem, wibrowała mi dzisiaj podłoga pod nogami, ale nie było to jedno z zapowiadanych magicznych trzęsień ziemi, tylko lokalny kretyn cierpiący na przerost głośników.

Zostaw odpowiedź